I znów kolejny weekend. Kolejna niedziela, która minie niepostrzeżenie. Jutro tydzień zacznie się po raz wtóry.
Przez tą nudę to mam skłonności do sentymentalnego smęcenia.
Jutro zakupy. Funduszy brakuje, zdaje się na moją rodzicielkę. Pewnie tradycyjnie mnie nie zawiedzie. :)
Mam taką nadzieję, przynajmniej.
Jeszcze ponad 39 dni i wolność! Wakacje, szaleństwa, nieprzespane noce. Już połowa kwietnia minęła, więc trzymajmy się do tego czerwca.
Potem dobre liceum, jeżeli szczęście dopisze i chęć samozaparcia pozostanie, wymarzone studia. Ale jak człowiek planuje to Bóg się śmieje, więc na razie cisza.! :)
Pa:*
Przez tą nudę to mam skłonności do sentymentalnego smęcenia.
Jutro zakupy. Funduszy brakuje, zdaje się na moją rodzicielkę. Pewnie tradycyjnie mnie nie zawiedzie. :)
Mam taką nadzieję, przynajmniej.
Jeszcze ponad 39 dni i wolność! Wakacje, szaleństwa, nieprzespane noce. Już połowa kwietnia minęła, więc trzymajmy się do tego czerwca.
Potem dobre liceum, jeżeli szczęście dopisze i chęć samozaparcia pozostanie, wymarzone studia. Ale jak człowiek planuje to Bóg się śmieje, więc na razie cisza.! :)
Pa:*
Tagi:
...natalia oreiro
17.04.2011 o godz. 13:00
komentuj (1)
Plastikowe "coś" z czarnym tuszem w środku połamał się dziś niemiłosiernie. testy humanistyczne. Mimo, że dobrze czuję się w tych klimatach, nie zabłysnęłam zbyt. Egzamin zawierał 90% historii. Tak wiem, to przedmiot humanistyczny, ale persony, które układały pytania przesadzili...
Cóż rok temu radioaktywne biedronki, teraz wszystko kręciło się wokół Kościuszki.
Oto nasz dzisiejszy wyrok:
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110411/EDUKACJA/824447513
Dobrze, że chociaż pracę przyzwoicie napisałam. :)
Ciekawe, co będzie jutro? Tylko gorzej...
Cóż rok temu radioaktywne biedronki, teraz wszystko kręciło się wokół Kościuszki.
Oto nasz dzisiejszy wyrok:
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110411/EDUKACJA/824447513
Dobrze, że chociaż pracę przyzwoicie napisałam. :)
Ciekawe, co będzie jutro? Tylko gorzej...
Tagi:
testy :(
Długotrwała nieobecność można uzasadnić w jeden sposób, który rozdrabnia się na mnóstwo różnorodnych powodów. Nauka, ogrom książek, lenistwo, zmęczenie, spacery. Teraz moją nadobowiązkową lekturą jest: "Ja wam pokażę" Fakt,powieść nieco dla dojrzalszych kobiet, ale sprzedawczyni chętnie pozbyła się jednego egzemplarzu z zakurzonej półki. Dzieło nie dorównuje adaptacji. Jest tyle różnic...Trafne, czasem filozoficzne stwierdzenia Grocholi naprawdę mnie zafascynowały. Np. "Nie przyspieszę deszczu dmuchając na chmury." Albo "Wolę mężczyznę bez samochodu niż samochód bez mężczyzny.
Przepraszam, znowu wyszła notka o książce... :)
Przyszły wyniki konkursu o Noblistach. :) Jestem finalistką. Może nagrody nie satysfakcjonowały zwycięzców, ale ten prestiż zastępuje niedosyt.
We wtorek: o zgrozo! Testy, mini matura dla piętnastolatków. Boje się strasznie, ale za tydzień będę miała za sobą galowy strój, sprawdzanie po raz setny, czy mam przy sobie czarny długopis...
Lecę spotkać się z Tadeuszem Mazowieckim, Mieczysławem Rakowskim i wszystkim, co związane z tymi osobami :*
Przepraszam, znowu wyszła notka o książce... :)
Przyszły wyniki konkursu o Noblistach. :) Jestem finalistką. Może nagrody nie satysfakcjonowały zwycięzców, ale ten prestiż zastępuje niedosyt.
We wtorek: o zgrozo! Testy, mini matura dla piętnastolatków. Boje się strasznie, ale za tydzień będę miała za sobą galowy strój, sprawdzanie po raz setny, czy mam przy sobie czarny długopis...
Lecę spotkać się z Tadeuszem Mazowieckim, Mieczysławem Rakowskim i wszystkim, co związane z tymi osobami :*
Kolejny weekend okazał się krótszy niż ten poprzedni.
Teraz jeszcze o godzinę krócej śpimy. Pamiętam jak jeszcze czas stał w miejscu, kiedy to nasze zegary pokazywały godzinę do tyłu.
Są pozytywy. Będzie dłużej jaśniej, nie lubię, gdy o siedemnastej w moim pokoju świeci się światło...
Jutro zapowiada się przeciętny dzień gimnazjalisty.
Sprawdzian biegnie za kartkówką, a kartkówkę z kolei dogania test. Tęsknie za wakacjami.
Już nie chodzi o temperaturę powietrza, ale temperaturę naszych serc. Ogrzewały całe ciało, wiedząc, że można bez zahamowań cieszyć się daną chwilą. A teraz? Wszystkiego trzeba dopilnować, spakować, odrobić. Uroki szkoły. Nie będe narzekać. To za bardzo pochłonełoby mój czas, który i tak jak wcześniej wspomniałam upływa niepostrzeżenie.
Wczoraj skończyłam czytać powieść Tryzny. Wrażenia dość mocne. Dramat, może nawet komediodramat. Zrobiłam błąd najpierw oglądając film. Książka o stokroć lepsza. A te sny głównej bohaterki, nie są widoczne w filmie,a szkoda. Ciekawa jestem jakby Wajda przedstawił "Majkela", albo pazia. Nie będę się tu za dużo wywodzić...
Teraz moim nocnym towarzyszem jest "Skąpiec" - Moliera.
No zobaczymy cóż to za dzieło.
"Quo vadis" także pochłonęłam. Rozumiem dlaczego Sienkiewicz został nagrodzony Noblem w 1905 roku. :*
Eh... dobra, moje wypociny są stanowczo za długie, lecę się uczyć :)
Teraz jeszcze o godzinę krócej śpimy. Pamiętam jak jeszcze czas stał w miejscu, kiedy to nasze zegary pokazywały godzinę do tyłu.
Są pozytywy. Będzie dłużej jaśniej, nie lubię, gdy o siedemnastej w moim pokoju świeci się światło...
Jutro zapowiada się przeciętny dzień gimnazjalisty.
Sprawdzian biegnie za kartkówką, a kartkówkę z kolei dogania test. Tęsknie za wakacjami.
Już nie chodzi o temperaturę powietrza, ale temperaturę naszych serc. Ogrzewały całe ciało, wiedząc, że można bez zahamowań cieszyć się daną chwilą. A teraz? Wszystkiego trzeba dopilnować, spakować, odrobić. Uroki szkoły. Nie będe narzekać. To za bardzo pochłonełoby mój czas, który i tak jak wcześniej wspomniałam upływa niepostrzeżenie.
Wczoraj skończyłam czytać powieść Tryzny. Wrażenia dość mocne. Dramat, może nawet komediodramat. Zrobiłam błąd najpierw oglądając film. Książka o stokroć lepsza. A te sny głównej bohaterki, nie są widoczne w filmie,a szkoda. Ciekawa jestem jakby Wajda przedstawił "Majkela", albo pazia. Nie będę się tu za dużo wywodzić...
Teraz moim nocnym towarzyszem jest "Skąpiec" - Moliera.
No zobaczymy cóż to za dzieło.
"Quo vadis" także pochłonęłam. Rozumiem dlaczego Sienkiewicz został nagrodzony Noblem w 1905 roku. :*
Eh... dobra, moje wypociny są stanowczo za długie, lecę się uczyć :)
Dzisiaj męczący dzień.
Za oknem pochmurno, wiosna gdzieś sprytnie uciekła, ale miejmy nadzieję, że powróci.
Konkurs dotyczący polskich noblistów. Nie powiem jaki był.
Mówiąc, że był łatwy mogłabym zapeszyć, świergocząc, iż niezmiernie trudny uchodziłabym za panikarę. Stwierdzam jednogłośnie, że był średni, jeżeli chodzi o poziom trudności.
Najlepiej poszła mi praca, z racji tego, iż od pisania nie stronie.
Zdobędę prestiżowe miejsce - wspaniale. Jeżeli konkurs okaże się niesamowitą pomyłką - nie szkodzi. Przecież mam tyle, że grzechem byłoby żądać czegoś jeszcze.
Noc planuje dość typową. W towarzystwie literatury, mianowicie - "Panna nikt". Mam świra na punkcie czytania.
Julka zasypia przy muzyce, Aśka przy telefonie, a ja...no właśnie...
Wczoraj czytając, tak okropnie się przestraszyłam, że chowałam się pod kołdrą niczym malutkie dziecko. Dżigi tak mnie przeraził. Mam zbyt bujną wyobraźnię.
Dzisiaj czuję potrzebę refleksyjnego myślenia. Nasuwa mi się jedna z piosenek "Piwnicy pod baranami", tak to możliwe. Mając piętnaście lat słucham takiego rodzaju muzyki. Starzeję się przedwcześnie? Nie szkodzi. Hmm.. może niedługo ujrzę pierworodny siwy włos na mojej lichej czuprynie.
Nutka ironii nikomu krzywdy nie zrobi, prawda?
Zmykam powędrować z Marysią Kawczak :*
Jutro pracowity dzień z Azją, Edwardem Gierkiem, reakcją ksantoproteinową i charakterystyką Jurija Żywago. :*
Za oknem pochmurno, wiosna gdzieś sprytnie uciekła, ale miejmy nadzieję, że powróci.
Konkurs dotyczący polskich noblistów. Nie powiem jaki był.
Mówiąc, że był łatwy mogłabym zapeszyć, świergocząc, iż niezmiernie trudny uchodziłabym za panikarę. Stwierdzam jednogłośnie, że był średni, jeżeli chodzi o poziom trudności.
Najlepiej poszła mi praca, z racji tego, iż od pisania nie stronie.
Zdobędę prestiżowe miejsce - wspaniale. Jeżeli konkurs okaże się niesamowitą pomyłką - nie szkodzi. Przecież mam tyle, że grzechem byłoby żądać czegoś jeszcze.
Noc planuje dość typową. W towarzystwie literatury, mianowicie - "Panna nikt". Mam świra na punkcie czytania.
Julka zasypia przy muzyce, Aśka przy telefonie, a ja...no właśnie...
Wczoraj czytając, tak okropnie się przestraszyłam, że chowałam się pod kołdrą niczym malutkie dziecko. Dżigi tak mnie przeraził. Mam zbyt bujną wyobraźnię.
Dzisiaj czuję potrzebę refleksyjnego myślenia. Nasuwa mi się jedna z piosenek "Piwnicy pod baranami", tak to możliwe. Mając piętnaście lat słucham takiego rodzaju muzyki. Starzeję się przedwcześnie? Nie szkodzi. Hmm.. może niedługo ujrzę pierworodny siwy włos na mojej lichej czuprynie.
Nutka ironii nikomu krzywdy nie zrobi, prawda?
Zmykam powędrować z Marysią Kawczak :*
Jutro pracowity dzień z Azją, Edwardem Gierkiem, reakcją ksantoproteinową i charakterystyką Jurija Żywago. :*
Dzisiaj bardzo udany dzień. Rekolekcje - wycieczka do dwóch kościółków.
Spacerek z Asią, jakieś fotografie. "Kupa" śmiechu. Skakanie po ławkach, wspominanie(czyli nasze ulubione zajęcie). Powędrowałyśmy po kuzynkę kumpeli. Zakupy. Mianowicie chipsy i ogromny lizak.
W pewnym momencie poczułam się jak królik. Moje oczy krwisto czerwone, a po policzkach leciało coraz więcej łez. Szczypało niemiłosiernie. Aśka zabrała mnie do domu.
Tam pogawędka z Julcią. Wymyśliłam nowy kontynent: Afryka Północna. Słowotok - to on był przyczyną moich głupich pomysłów.
Pomogłam Julce w zadaniu z polskiego, dostała czwórkę. :* Chyba to jest jakiś sukces. :)
Juleczka - masz prześliczne pismo, bez względu na komentarze nauczycieli :)
Aśka - "kaczkowaty" taniec, a raczej jego kroki opanowane do perfekcji :*
Jutro zakupy z nimi :*
Teraz muszę lecieć, wanna wzywa.
Spacerek z Asią, jakieś fotografie. "Kupa" śmiechu. Skakanie po ławkach, wspominanie(czyli nasze ulubione zajęcie). Powędrowałyśmy po kuzynkę kumpeli. Zakupy. Mianowicie chipsy i ogromny lizak.
W pewnym momencie poczułam się jak królik. Moje oczy krwisto czerwone, a po policzkach leciało coraz więcej łez. Szczypało niemiłosiernie. Aśka zabrała mnie do domu.
Tam pogawędka z Julcią. Wymyśliłam nowy kontynent: Afryka Północna. Słowotok - to on był przyczyną moich głupich pomysłów.
Pomogłam Julce w zadaniu z polskiego, dostała czwórkę. :* Chyba to jest jakiś sukces. :)
Juleczka - masz prześliczne pismo, bez względu na komentarze nauczycieli :)
Aśka - "kaczkowaty" taniec, a raczej jego kroki opanowane do perfekcji :*
Jutro zakupy z nimi :*
Teraz muszę lecieć, wanna wzywa.
Środek tygodnia. Pełno nauki. Trzeba zamienić się wówczas w dobrą organizatorkę swojego czasu, bo inaczej nie dałoby rady "zaliczyć" danych kartkówek.
Geografia - dwa razy w tygodniu, a co za tym idzie sprawdzenie znajomości z mapki danego kontynentu, do kwietnia.
Wos - dokładnie to samo, no może prawie. Ale bądź, co bądź mnóstwo sprawdzianików.
Matematyka - oblicz objętość walca, wiedząc, że...czyli jak wyprowadzić z równowagi przeciętnego gimnazjalistę.
Gdzieś czytałam, iż uczeń w szkole powinien być wysportowanym humanistą ze ścisłym umysłem. Czy to możliwe?
Za jakieś pół godzinki jestem umówiona z Saharą, Kanałem Mozambickim, Kotliną kongo, czyli Afryka wita!.
No cóż, mus to mus. :)
Nie poddam się, daję radę :*
Geografia - dwa razy w tygodniu, a co za tym idzie sprawdzenie znajomości z mapki danego kontynentu, do kwietnia.
Wos - dokładnie to samo, no może prawie. Ale bądź, co bądź mnóstwo sprawdzianików.
Matematyka - oblicz objętość walca, wiedząc, że...czyli jak wyprowadzić z równowagi przeciętnego gimnazjalistę.
Gdzieś czytałam, iż uczeń w szkole powinien być wysportowanym humanistą ze ścisłym umysłem. Czy to możliwe?
Za jakieś pół godzinki jestem umówiona z Saharą, Kanałem Mozambickim, Kotliną kongo, czyli Afryka wita!.
No cóż, mus to mus. :)
Nie poddam się, daję radę :*
Dzisiaj pogoda dopisała, wczoraj zresztą też. Ja i Asia postanowiłyśmy to wykorzystać. Spacery, rozmowy wszystko niosło za sobą mnóstwo radości. Moja mama też jest dzisiaj zanadto radosna, ale w szczegóły wolę nie wnikać.
Wracając do spaceru...Czy wiecie, że śmiech pani, której imię rozpoczyna się na literę "A" osiągnął decybele koncertu rockowego? Usłyszał go Dominik(brat Krystiana). Kumpela swoim wybuchem zbudziła ich maleńką siostrę, chociaż ta spała grzecznie w swoim pokoju, a my byłyśmy na podwórku(o ile tak to można nazwać). Bitwa dwóch szkrabów i te odzywki - "wdepłeś w gówno".
Wczoraj z kuzynką kumpeli. Gra w kosza, w "paletki".
Ogólnie jest bosko, a nie ogólnie jest nieziemsko.
Dzisiaj poczułam, że może upragniona wiosna nadejdzie. Nauka oczywiście przesłania moje marzenia, ale z nią sobie radzę dokładnie tak jak z mrozem - sposobami. Jestem zdania, iż im dłużej czegoś wyczekuje, tym większa później radość z tego, na co się czekało.
Przyszedł dziś czas również na refleksje typu: szkoły średnie. Ja mam wymarzoną, problem w tym, czy mnie przyjmą, Aśka z kolei ma straszny dylemat.
Zapomniałabym napisać o murzynce z piegami... Wiem, dziwne i nie na temat, ale właśnie taki osobnik może być skutkiem sylwestra.
Czuję się wspaniale. Wczorajszy i dzisiejszy spacer dodał mi energii na cały tydzień.
Jeszcze tylko pięć dni kochani i znów dwa dni lekkiej rozpusty i zapomnienia :*
Wracając do spaceru...Czy wiecie, że śmiech pani, której imię rozpoczyna się na literę "A" osiągnął decybele koncertu rockowego? Usłyszał go Dominik(brat Krystiana). Kumpela swoim wybuchem zbudziła ich maleńką siostrę, chociaż ta spała grzecznie w swoim pokoju, a my byłyśmy na podwórku(o ile tak to można nazwać). Bitwa dwóch szkrabów i te odzywki - "wdepłeś w gówno".
Wczoraj z kuzynką kumpeli. Gra w kosza, w "paletki".
Ogólnie jest bosko, a nie ogólnie jest nieziemsko.
Dzisiaj poczułam, że może upragniona wiosna nadejdzie. Nauka oczywiście przesłania moje marzenia, ale z nią sobie radzę dokładnie tak jak z mrozem - sposobami. Jestem zdania, iż im dłużej czegoś wyczekuje, tym większa później radość z tego, na co się czekało.
Przyszedł dziś czas również na refleksje typu: szkoły średnie. Ja mam wymarzoną, problem w tym, czy mnie przyjmą, Aśka z kolei ma straszny dylemat.
Zapomniałabym napisać o murzynce z piegami... Wiem, dziwne i nie na temat, ale właśnie taki osobnik może być skutkiem sylwestra.
Czuję się wspaniale. Wczorajszy i dzisiejszy spacer dodał mi energii na cały tydzień.
Jeszcze tylko pięć dni kochani i znów dwa dni lekkiej rozpusty i zapomnienia :*
Dzisiaj czuję się świetnie. Zakupy, nauka i tym sposobem szarawy dzień zastąpił milutki wieczór.
Jak wspomniałam w tytule - zakupy. Tym razem Krystiana zastąpiła nasza Julka :*. Na początku naszej wyprawy pognaliśmy na targ. Nie obyło się bez rumuńskiego akcentu "Tańiio, balerriny dla słodkiej dziefciny.."Przyznam pokusa ogromna, ale nikt z naszej paczki się jej nie oparł. Najbardziej zaszalała Aśka. Wyliczać? Kurtka, spodnie, bluzki. Żeby było ciekawiej każda z nas kupiła ten sam krój, ostatniej wymienionej przeze mnie części odzieży.
Super, możemy ubrać się tak samo bez zarzutów. Paweł nie kupił nic. Oszczędza. Wiecie co? Nawet jedzenie było przez niego rzadziej wspominane. Pogoń za butami, kurtką.
Ale prawdziwa eksplozja to chiński sklep. Ponure wnętrze, <ińćańkciońśka> muzyka i oczywiście skośnooki personel,
Kupiliśmy tam mnóstwo rzeczy. Misiaka, brelok, ponętne opakowanie do płyt z wizerunkiem roznegliżowanej kobiety, papierosowy laser... A wszystko dla Huberta - kuzyna Pawła i dziewczyn. Jest w szpitalu z przyczyn od niego niezależnych, ale przecież Stwórca czuwa, my wspieramy, a sam Hubert jest bardzo silny. Będzie dobrze. Nie widzę innej opcji :)
Wracając do szaleństw.
Ku naszemu zaskoczeniu wszystkie sklepy były czynne tylko do godziny 13.00, czyli akurat w czasie kresu hulania po targu.
Przepraszam - jeden, a właściwie dwa shoppingi zdołaliśmy odwiedzić.
Mam nadzieję, iż wkrótce następny raz :* Teraz zmykam czytać "Quo vadis", hmm... zaintrygowała mnie ta epopeja chrześcijańska. Mogłabym pójść na łatwiznę i obejrzeć film, ale jakoś mnie to nie satysfakcjonuje. Zamówiłam kolejną książkę na allegro - mianowicie "Panna nikt"
No cóż, do następnych wypocin :*
Jak wspomniałam w tytule - zakupy. Tym razem Krystiana zastąpiła nasza Julka :*. Na początku naszej wyprawy pognaliśmy na targ. Nie obyło się bez rumuńskiego akcentu "Tańiio, balerriny dla słodkiej dziefciny.."Przyznam pokusa ogromna, ale nikt z naszej paczki się jej nie oparł. Najbardziej zaszalała Aśka. Wyliczać? Kurtka, spodnie, bluzki. Żeby było ciekawiej każda z nas kupiła ten sam krój, ostatniej wymienionej przeze mnie części odzieży.
Super, możemy ubrać się tak samo bez zarzutów. Paweł nie kupił nic. Oszczędza. Wiecie co? Nawet jedzenie było przez niego rzadziej wspominane. Pogoń za butami, kurtką.
Ale prawdziwa eksplozja to chiński sklep. Ponure wnętrze, <ińćańkciońśka> muzyka i oczywiście skośnooki personel,
Kupiliśmy tam mnóstwo rzeczy. Misiaka, brelok, ponętne opakowanie do płyt z wizerunkiem roznegliżowanej kobiety, papierosowy laser... A wszystko dla Huberta - kuzyna Pawła i dziewczyn. Jest w szpitalu z przyczyn od niego niezależnych, ale przecież Stwórca czuwa, my wspieramy, a sam Hubert jest bardzo silny. Będzie dobrze. Nie widzę innej opcji :)
Wracając do szaleństw.
Ku naszemu zaskoczeniu wszystkie sklepy były czynne tylko do godziny 13.00, czyli akurat w czasie kresu hulania po targu.
Przepraszam - jeden, a właściwie dwa shoppingi zdołaliśmy odwiedzić.
Mam nadzieję, iż wkrótce następny raz :* Teraz zmykam czytać "Quo vadis", hmm... zaintrygowała mnie ta epopeja chrześcijańska. Mogłabym pójść na łatwiznę i obejrzeć film, ale jakoś mnie to nie satysfakcjonuje. Zamówiłam kolejną książkę na allegro - mianowicie "Panna nikt"
No cóż, do następnych wypocin :*
Tagi:
książki
zakupy edyta górniak
Trzydziesty grudnia. Dzień przed sylwestrem ja, Asia, Paweł i Krystian postanowiliśmy wybrać się na zakupy. Mimo mrozu oraz śnieżnobiałej pluchy mieliśmy zamiar pobuszować po sklepach.
Powędrowałam do kumpeli(nastraszyła, że autobusy nie jeżdżą), potem do jej kuzyna, który nie wiedział, co się dzieje(otrzymałyśmy zadanie od jego mamy, by go przypadkiem nie zgubić), na samym końcu nasze kroki zmierzały w kierunku domu Krystiana. Kumpel przywitał nas w Hawajkach i podkoszulce. Zaspany, zdezorientowany pobiegł do swojego pokoju. Byliśmy pewni, iż nie zdążymy na najbliższy autobus.
Uff..Udało się. Dojechaliśmy. Oblecieliśmy wszystkie możliwe markety. Dla Pawła każdy produkt był za drogi, więc z pewnością w sąsiednim sklepie byłoby taniej. Pizza, cola i inne podobne rzeczy niezbędne do szalonej imprezy zagościły w naszych koszykach.
Podczas tejże wprawy dowiedziałam się o sobie mnóstwo intrygujących faktów. Otóż "jestem czerwonym karzełkiem w czerwonym płaszczu i czarnej czapce z cyckiem na środku." Kreatywność jednego z kolegów nie zna granic.
W pewnym momencie rozdzieliliśmy się. Aśka i ja pobiegłyśmy do sklepu z różnymi "pierdołkami", a druga część ekipy została w markecie.
Pożyczyłam chłopakom kasę na jedzenie, bo oni byli totalnie spłukani. Smacznego...(pizzerynka, o której teraz mowa wyglądała paskudnie. :))
Ze zmarzniętymi rękoma faceci dzielnie szli przez miasto pokazując, że pakunki nie są ciężkie. Na sam koniec zakupów przyjechał po nas dziadek Pawła i Aśki. Po raz kolejny odwiedziliśmy jeden z marketów. Dlaczego, to już wiadomo. Zaopatrzenie pewnego czerwonego płynu.
Kilka chwil później zastaliśmy Julkę jeszcze w piżamie. :) Uroki przerwy świątecznej.
Właśnie, świątecznej, a do nas niedługo zawita wiosna(mam nadzieję). Czas biegnie tak szybko, że nie sposób się z tym oswoić :*.
Powędrowałam do kumpeli(nastraszyła, że autobusy nie jeżdżą), potem do jej kuzyna, który nie wiedział, co się dzieje(otrzymałyśmy zadanie od jego mamy, by go przypadkiem nie zgubić), na samym końcu nasze kroki zmierzały w kierunku domu Krystiana. Kumpel przywitał nas w Hawajkach i podkoszulce. Zaspany, zdezorientowany pobiegł do swojego pokoju. Byliśmy pewni, iż nie zdążymy na najbliższy autobus.
Uff..Udało się. Dojechaliśmy. Oblecieliśmy wszystkie możliwe markety. Dla Pawła każdy produkt był za drogi, więc z pewnością w sąsiednim sklepie byłoby taniej. Pizza, cola i inne podobne rzeczy niezbędne do szalonej imprezy zagościły w naszych koszykach.
Podczas tejże wprawy dowiedziałam się o sobie mnóstwo intrygujących faktów. Otóż "jestem czerwonym karzełkiem w czerwonym płaszczu i czarnej czapce z cyckiem na środku." Kreatywność jednego z kolegów nie zna granic.
W pewnym momencie rozdzieliliśmy się. Aśka i ja pobiegłyśmy do sklepu z różnymi "pierdołkami", a druga część ekipy została w markecie.
Pożyczyłam chłopakom kasę na jedzenie, bo oni byli totalnie spłukani. Smacznego...(pizzerynka, o której teraz mowa wyglądała paskudnie. :))
Ze zmarzniętymi rękoma faceci dzielnie szli przez miasto pokazując, że pakunki nie są ciężkie. Na sam koniec zakupów przyjechał po nas dziadek Pawła i Aśki. Po raz kolejny odwiedziliśmy jeden z marketów. Dlaczego, to już wiadomo. Zaopatrzenie pewnego czerwonego płynu.
Kilka chwil później zastaliśmy Julkę jeszcze w piżamie. :) Uroki przerwy świątecznej.
Właśnie, świątecznej, a do nas niedługo zawita wiosna(mam nadzieję). Czas biegnie tak szybko, że nie sposób się z tym oswoić :*.
Tagi:
miley cyrus
zakupy
Poprzednie wpisy skupiały się na tym, co działo się kiedyś.
Ta notka będzie inna.
Nasze stosunki nie uległy zmianie, może nawet powędrowały w lepszym kierunku. Mimo osób trzecich, które nie życzą nam najlepiej, jakoś dajemy radę.
Julka to najukochańszy nerwusek na świecie :*, Aśka to niesamowicie zdolna osoba, ja - hmm... o to trzeba zapytać reszty. Paweł nadal kocha jeść, w sumie każdy pozostał sobą.
W tym miejscu chciałabym podziękować Wam za wszystko. A tak troszkę odchodząc od tematu to hmm..
Jutro mamy wolne z racji tego, iż panuje epidemia grypy. Mój czas tejże choroby już minął. (na szczęście).
Super, przyłożę porządnie głowę do poduszki, a wszystkim tym, którzy będą musieli jutro zmagać się z wszelkiego rodzaju testami - życzę powodzenia i połamania długopisów :)
Tradycyjnie nutka:
Ta notka będzie inna.
Nasze stosunki nie uległy zmianie, może nawet powędrowały w lepszym kierunku. Mimo osób trzecich, które nie życzą nam najlepiej, jakoś dajemy radę.
Julka to najukochańszy nerwusek na świecie :*, Aśka to niesamowicie zdolna osoba, ja - hmm... o to trzeba zapytać reszty. Paweł nadal kocha jeść, w sumie każdy pozostał sobą.
W tym miejscu chciałabym podziękować Wam za wszystko. A tak troszkę odchodząc od tematu to hmm..
Jutro mamy wolne z racji tego, iż panuje epidemia grypy. Mój czas tejże choroby już minął. (na szczęście).
Super, przyłożę porządnie głowę do poduszki, a wszystkim tym, którzy będą musieli jutro zmagać się z wszelkiego rodzaju testami - życzę powodzenia i połamania długopisów :)
Tradycyjnie nutka:
Słońce nie dawało spać. Zbudziłam się wcześnie wiedząc, że czeka mnie wspaniały dzień.
Zrobiłam wszystkie konieczne czynności w jak najszybszym tempie. Godzina trzynasta - spacer. Ale nie był on bezcelowy. Wędrowałam z Aśką na zawody strażackie do pobliskiej miejscowości. Dołączyła do nas Monika. Przyznam trochę się grzebała..:)
Na miejscu, czyli ogromnym, trawiastym boisku roiło się od ludzi. Stragany z balonikami, stoiska z piciem, beczka popcornu.
Temperatura była powyżej 30 stopni. Strasznie paliło :) Teraz tylko o tym możemy pomarzyć. :)
Najistotniejsze wydarzenie to sam powrót do domu. Bez Moni, ona plotkowała z kumpelami z klasy.:)
Aśka wpadła na pomysł żeby iść dłuższą drogą. szłyśmy wśród alei czereśni - skosztowałyśmy trochę, zresztą nie tylko my. Dwie panie w średnim wieku zerwały trochę owoców do koszyka. Podkreślam, że nikt z nas nie był i nie jest właścicielem tych drzewek. Po lekkim obżarstwie ruszyłyśmy dalej.
Co ciekawe na bosaka, po gorącej ulicy, która prawię się topiła. Co było dalej? Nie pamiętam dokładnie, ale na pewno było cudownie...
I coś dla ucha :*:
Zrobiłam wszystkie konieczne czynności w jak najszybszym tempie. Godzina trzynasta - spacer. Ale nie był on bezcelowy. Wędrowałam z Aśką na zawody strażackie do pobliskiej miejscowości. Dołączyła do nas Monika. Przyznam trochę się grzebała..:)
Na miejscu, czyli ogromnym, trawiastym boisku roiło się od ludzi. Stragany z balonikami, stoiska z piciem, beczka popcornu.
Temperatura była powyżej 30 stopni. Strasznie paliło :) Teraz tylko o tym możemy pomarzyć. :)
Najistotniejsze wydarzenie to sam powrót do domu. Bez Moni, ona plotkowała z kumpelami z klasy.:)
Aśka wpadła na pomysł żeby iść dłuższą drogą. szłyśmy wśród alei czereśni - skosztowałyśmy trochę, zresztą nie tylko my. Dwie panie w średnim wieku zerwały trochę owoców do koszyka. Podkreślam, że nikt z nas nie był i nie jest właścicielem tych drzewek. Po lekkim obżarstwie ruszyłyśmy dalej.
Co ciekawe na bosaka, po gorącej ulicy, która prawię się topiła. Co było dalej? Nie pamiętam dokładnie, ale na pewno było cudownie...
I coś dla ucha :*:
Czwarty września. Słonecznie, zielono. Początek roku szkolnego. Nic nie stało na przeszkodzie by w pierwszą sobotę tego miesiąca odrobinę poszaleć. Po południu miły spacer. Wieczorem mecz, było już trochę chłodno, a oni grali, grali, grali... Ze zmarzniętymi dłońmi kibicowałyśmy chłopakom. Nadszedł czas, gdy razem poszliśmy do naszego miejsca. Mój telefon tradycyjnie w rękach Krystiana. Zaczęłam go gonić, sama nie wiem dlaczego...Uciekaliśmy tam, gdzie nie było lamp. Kiedy znudzeni postanowiliśmy wrócić do reszty znajomych.... ich już nie było.
Zabawa się zaczyna.
Wołamy, dzwonimy nic."Abonent czasowo niedostępny" Tutaj xxxx.." Myśleliśmy, że są na dachu naszej kryjówki, więc krzyknęłam: "Widzę was." Nie widziałam. Blefowałam, bo miałam nadzieję, iż wyjdą. Bezskutecznie.
Szukaliśmy, chodziliśmy wszędzie. Na Niebieskiej, Wiosennej, Długiej, Kasztanowej. Dwie wścibskie sąsiadki skomentowały nasze poszukiwania randką. Wyobraźnia.. :)
Po bezowocnych eksploracjach postanowiliśmy się rozdzielić. Wtedy nastała wpadka zawarta częściowo w tytule. Patrzyłam na Pawła, widziałam też Asię, ale cóż granatowe niebo nie ułatwiło mi zadania. Poczułam się bardziej zdezorientowana po tym zerknięciu na zegarek i właśnie powiedzenia. "już późno...". Zdziwiłam się tylko, że decybele śmiechu kumpeli nie dały się we znaki. Oczywiście, iż to oni dowiedziałam się kilkanaście minut później. Gdy metoda rozdzielenia nic nie dała postanowiliśmy upozorować powrót do domu.. Wtem za jednym z garaży cichutko skradali się oni. Tłumaczyli, że podczas gdy ja biegałam za Krystianem, a kiedy to Asia smarowała bułkę masłem i dżemem, Paweł wymyślił zabawę w podchody. Podzielił się swoim pomysłem z kuzynką i proszę. Zamieszanie...
Było super. Wierzę, że jeszcze wiele takich dni przed nami :)
Znowu jakaś tam nutka. :*
Zabawa się zaczyna.
Wołamy, dzwonimy nic."Abonent czasowo niedostępny" Tutaj xxxx.." Myśleliśmy, że są na dachu naszej kryjówki, więc krzyknęłam: "Widzę was." Nie widziałam. Blefowałam, bo miałam nadzieję, iż wyjdą. Bezskutecznie.
Szukaliśmy, chodziliśmy wszędzie. Na Niebieskiej, Wiosennej, Długiej, Kasztanowej. Dwie wścibskie sąsiadki skomentowały nasze poszukiwania randką. Wyobraźnia.. :)
Po bezowocnych eksploracjach postanowiliśmy się rozdzielić. Wtedy nastała wpadka zawarta częściowo w tytule. Patrzyłam na Pawła, widziałam też Asię, ale cóż granatowe niebo nie ułatwiło mi zadania. Poczułam się bardziej zdezorientowana po tym zerknięciu na zegarek i właśnie powiedzenia. "już późno...". Zdziwiłam się tylko, że decybele śmiechu kumpeli nie dały się we znaki. Oczywiście, iż to oni dowiedziałam się kilkanaście minut później. Gdy metoda rozdzielenia nic nie dała postanowiliśmy upozorować powrót do domu.. Wtem za jednym z garaży cichutko skradali się oni. Tłumaczyli, że podczas gdy ja biegałam za Krystianem, a kiedy to Asia smarowała bułkę masłem i dżemem, Paweł wymyślił zabawę w podchody. Podzielił się swoim pomysłem z kuzynką i proszę. Zamieszanie...
Było super. Wierzę, że jeszcze wiele takich dni przed nami :)
Znowu jakaś tam nutka. :*
Tagi:
gra :)
shaun baker
Tego dnia nawet nie pamiętam kiedy się obudziłam. W sumie nudno, ale tylko rano. Po południu oczywiście na brak atrakcji nikt nie śmiał narzekać. Spacerek, pogaduchy, ale wakacje były i są sławne z tego, że wydarzenia godne zapamiętania mają miejsce wieczorami. Tak było i tym razem. Dwudziestego czwartego sierpnia(tj.wtorek). Słońce grzało w każdy punkt. Cień to coś, czego poszukiwał prawie każdy. Prawie, bo my jakoś nie.
Około godziny 18 chłopaki zebrali się pod blokiem Pawła. Nikodem ni stąd, ni zowąd obsypywał komplementami Asię:
"Ale nogi to masz zgrabne, a pupcia, mmm...Zostaniesz modelką." Itp. Policzki kumpeli okryły urokliwe piegi, zasłaniając je krwistym rumieńcem. Po dwudziestej, może troszkę później. Ja, Aśka i chłopaki poszliśmy do naszego wakacyjnego miejsca. Tam zawsze każdy miał swoje krzesło, swój kąt. Z nudów zaczęliśmy dzwonić do różnych ludzi. Co wygadywaliśmy? Nie pamiętam, ale pewnie nie od rzeczy...
W tytule wspomniałam o kwaśnym winogronie...Otóż Nikodem zażyczył sobie właśnie tego zielonego owocu. Miał nadzieję, że gronka będą równie słodkie jak podziwiające przez niego nogi Aśki :)Przeliczył się. Były kwaśne niczym sok z cytryny.
Potem awantura o telefon. Jakieś dziwne miny, fochy. Na szczęście nie trwały długo. Wszystko załagodził bieg po ulicy w świetle lamp. Oberwałam skórką od winogrona i ogórkiem, ale to miało swoje plusy, pachniałam w ten wieczór wakacyjnie.
A tak w ogóle to pozdrawiam w tym miejscu Julcię :*, która być może w tymże momencie zwiedzała najpiękniejsze zakamarki naszej okolicy i niestety nie było jej z nami. :*
W tym miejscu nutka po hiszpańsku :)
Około godziny 18 chłopaki zebrali się pod blokiem Pawła. Nikodem ni stąd, ni zowąd obsypywał komplementami Asię:
"Ale nogi to masz zgrabne, a pupcia, mmm...Zostaniesz modelką." Itp. Policzki kumpeli okryły urokliwe piegi, zasłaniając je krwistym rumieńcem. Po dwudziestej, może troszkę później. Ja, Aśka i chłopaki poszliśmy do naszego wakacyjnego miejsca. Tam zawsze każdy miał swoje krzesło, swój kąt. Z nudów zaczęliśmy dzwonić do różnych ludzi. Co wygadywaliśmy? Nie pamiętam, ale pewnie nie od rzeczy...
W tytule wspomniałam o kwaśnym winogronie...Otóż Nikodem zażyczył sobie właśnie tego zielonego owocu. Miał nadzieję, że gronka będą równie słodkie jak podziwiające przez niego nogi Aśki :)Przeliczył się. Były kwaśne niczym sok z cytryny.
Potem awantura o telefon. Jakieś dziwne miny, fochy. Na szczęście nie trwały długo. Wszystko załagodził bieg po ulicy w świetle lamp. Oberwałam skórką od winogrona i ogórkiem, ale to miało swoje plusy, pachniałam w ten wieczór wakacyjnie.
A tak w ogóle to pozdrawiam w tym miejscu Julcię :*, która być może w tymże momencie zwiedzała najpiękniejsze zakamarki naszej okolicy i niestety nie było jej z nami. :*
W tym miejscu nutka po hiszpańsku :)
Tagi:
:)
natalia oreiro
Ranek wyjątkowo miły. Mimo wakacji wywlokłam się z łóżka około ósmej. Zakupy. Za dużo nie wydałam, ale sam fakt jest ważny. Jedna z moich kumpeli zaszalała. Spodenki, bluzka, kosmetyki....Po południe świetne, czytałam nową książkę, nie była zaciekawa... Ale to nic w porównaniu do...
Ciepłej, sierpniowej nocy. Oliwkowy namiot służył nam do letniego wypoczynku. Śmiałyśmy się, gadałyśmy, jadłyśmy popcorn, w pewnym momencie poczułam, że muszę sięgnąć po wodę. Moją mineralną już wypiłam, więc została mi pomarańczowa. Poprosiłam kumpelę żeby nalała trochę do kubka. Wypiłabym cokolwiek żeby ostudzić pragnienie. W namiocie było strasznie ciemno, więc mimo próby oświetlenia telefonem komórkowym, miejsca naszego noclegu sok dostał się nie do kubka, tylko na materac. Niby nic, ale te okropne konsekwencje....
Aśka nienawidzi owadów. Jest przewrażliwiona na ich punkcie. poczuła, że jakaś populacja przemieszcza się tuż obok nas. Jak się później okazało - miała rację. Mrówki. Cholerne malutkie stworzenia, których nawet sandał nie był w stanie przestraszyć. Cóż...Asia zaproponowała mi nocleg u siebie, lecz ja odmówiłam. Nie chciałam robić problemów.
Miałam zamiar zostać w namiocie, mimo wszystko, ale Aś nie zostawiłaby mnie samej. Brak zasięgu, czyli do moich rodziców nie mogłam zadzwonić.
Kumpela jednak dala radę to zrobić. Zawinęłam wszystko i przeszłam w nocy Z ulicy Niebieskiej do Wiosennej. Mama przestraszona. O co chodzi? Miałam spać w namiocie...Sms kumpeli nie doszedł. Tłumaczenia, śmiechy i wreszcie błogi sen...
No i coś do posłuchania teraz :)
Ciepłej, sierpniowej nocy. Oliwkowy namiot służył nam do letniego wypoczynku. Śmiałyśmy się, gadałyśmy, jadłyśmy popcorn, w pewnym momencie poczułam, że muszę sięgnąć po wodę. Moją mineralną już wypiłam, więc została mi pomarańczowa. Poprosiłam kumpelę żeby nalała trochę do kubka. Wypiłabym cokolwiek żeby ostudzić pragnienie. W namiocie było strasznie ciemno, więc mimo próby oświetlenia telefonem komórkowym, miejsca naszego noclegu sok dostał się nie do kubka, tylko na materac. Niby nic, ale te okropne konsekwencje....
Aśka nienawidzi owadów. Jest przewrażliwiona na ich punkcie. poczuła, że jakaś populacja przemieszcza się tuż obok nas. Jak się później okazało - miała rację. Mrówki. Cholerne malutkie stworzenia, których nawet sandał nie był w stanie przestraszyć. Cóż...Asia zaproponowała mi nocleg u siebie, lecz ja odmówiłam. Nie chciałam robić problemów.
Miałam zamiar zostać w namiocie, mimo wszystko, ale Aś nie zostawiłaby mnie samej. Brak zasięgu, czyli do moich rodziców nie mogłam zadzwonić.
Kumpela jednak dala radę to zrobić. Zawinęłam wszystko i przeszłam w nocy Z ulicy Niebieskiej do Wiosennej. Mama przestraszona. O co chodzi? Miałam spać w namiocie...Sms kumpeli nie doszedł. Tłumaczenia, śmiechy i wreszcie błogi sen...
No i coś do posłuchania teraz :)
Tagi:
code red
nocleg w namiocie
Godzina osiemnasta dwadzieścia cztery - pukanie do moich wejściowych drzwi. To oni: Julcia, Aśka i Paweł.
Na początku nic się nie działo. Około dziewiętnastej dziesięć zamówiliśmy tonę pizzy(skutki uboczne, okropne) Paweł jedynie nie narzekał, dwa żołądki to podstawa, nie?
Katechetka to rolnik? Czy rolnik, to katechetka?
Katechetkorolnik. Obsługę traktora pani Y ma opanowaną do perfekcji. Nie mówiąc już o obfitych plonach.
Paweł, pamiętaj złotą myśli Julci - Niech celulit nie pozbędzie cię pewności siebie. Zresztą nie ma się kumpel o co martwić. Pamiętamy te jego ruchy różnymi częściami ciała,
On tak sobie tańczy, a tu moja mama wchodzi...
Nic złego, nawet jej się podobało. Mój brat chciał poturbować szanownego kolegę. Nic ci nie jest?
Aśka nie wiem dlaczego rzuciła się na swojego kuzyna...Wiem, już chodziło o tajne sms...
Swoją drogą kochani to nieładnie podczas mojej nieobecności pisać, że zabawiam się z kolegą. Oni wiedzą, co i jak.
Muszę też wspomnieć o seansie, który zrealizował Paweł. Coś wspaniałego. Goool...:)
Hmm...Julka, interesujesz się rysownictwem?
Pamiętam też niezapomnianą akcję pt. "erotoman"
Wiadomo, że to niejaki pan Domański, tylko dlaczego wiedzą o tym moi rodzice?
Krystian i Grzesiek chcieli wybrać się z Pawłem na spacer, ale nie wypaliło.
Tak w ogóle to dziękuję wam za ten dzień.
A to jeden z wczorajszych filmików. :*
Na początku nic się nie działo. Około dziewiętnastej dziesięć zamówiliśmy tonę pizzy(skutki uboczne, okropne) Paweł jedynie nie narzekał, dwa żołądki to podstawa, nie?
Katechetka to rolnik? Czy rolnik, to katechetka?
Katechetkorolnik. Obsługę traktora pani Y ma opanowaną do perfekcji. Nie mówiąc już o obfitych plonach.
Paweł, pamiętaj złotą myśli Julci - Niech celulit nie pozbędzie cię pewności siebie. Zresztą nie ma się kumpel o co martwić. Pamiętamy te jego ruchy różnymi częściami ciała,
On tak sobie tańczy, a tu moja mama wchodzi...
Nic złego, nawet jej się podobało. Mój brat chciał poturbować szanownego kolegę. Nic ci nie jest?
Aśka nie wiem dlaczego rzuciła się na swojego kuzyna...Wiem, już chodziło o tajne sms...
Swoją drogą kochani to nieładnie podczas mojej nieobecności pisać, że zabawiam się z kolegą. Oni wiedzą, co i jak.
Muszę też wspomnieć o seansie, który zrealizował Paweł. Coś wspaniałego. Goool...:)
Hmm...Julka, interesujesz się rysownictwem?
Pamiętam też niezapomnianą akcję pt. "erotoman"
Wiadomo, że to niejaki pan Domański, tylko dlaczego wiedzą o tym moi rodzice?
Krystian i Grzesiek chcieli wybrać się z Pawłem na spacer, ale nie wypaliło.
Tak w ogóle to dziękuję wam za ten dzień.
A to jeden z wczorajszych filmików. :*
Tagi:
19.02.11
Niby dzień jak co dzień. Miło zapowiadająca się wrześniowa sobota mijała nieubłaganie.
Boisko - czyli tradycyjne miejsce spotkań.
Mecz, a co po nim...
Po grze, piłkę zastąpiła...mysz. Skład zawodników zmienił się na czteroosobowy. Krystian wyrzucił gryzonia na moją bluzę. To jest tylko półmetek. Paweł obsypał zdechłą mysz chlorem. Wyglądała jak naćpana. Zresztą taki był zamiar. Kolega, o którym wspomniałam wcześniej myśląc, że na zdechłe zwierze skusi się kot, gonił go dobre pół godziny po jakimś polu. Bezskutecznie. Mruczek nie zwrócił uwagę na obiekt tortur.
Później rowerowa wycieczka do kościoła. Jeden ze sprzętów ucierpiał tragicznie - rower Pawła. Nie wiem co dokładnie zniszczyłam, ale wiem dlaczego. Hamowanie to umiejętność, której nie opanowałam.
Po mszy spotkanie z przyjaciółką Asi. Gonitwa za moją komórką, kurtką.
Rzucanie kamieniami: Monika kontra nasz Arboleda.
Nikodem zawitał swoim skuterem. Wesoło w każdym momencie.
Oczywiście super wspomnienia i masa zabawnych sytuacji. :)
Boisko - czyli tradycyjne miejsce spotkań.
Mecz, a co po nim...
Po grze, piłkę zastąpiła...mysz. Skład zawodników zmienił się na czteroosobowy. Krystian wyrzucił gryzonia na moją bluzę. To jest tylko półmetek. Paweł obsypał zdechłą mysz chlorem. Wyglądała jak naćpana. Zresztą taki był zamiar. Kolega, o którym wspomniałam wcześniej myśląc, że na zdechłe zwierze skusi się kot, gonił go dobre pół godziny po jakimś polu. Bezskutecznie. Mruczek nie zwrócił uwagę na obiekt tortur.
Później rowerowa wycieczka do kościoła. Jeden ze sprzętów ucierpiał tragicznie - rower Pawła. Nie wiem co dokładnie zniszczyłam, ale wiem dlaczego. Hamowanie to umiejętność, której nie opanowałam.
Po mszy spotkanie z przyjaciółką Asi. Gonitwa za moją komórką, kurtką.
Rzucanie kamieniami: Monika kontra nasz Arboleda.
Nikodem zawitał swoim skuterem. Wesoło w każdym momencie.
Oczywiście super wspomnienia i masa zabawnych sytuacji. :)
Tagi:
25.09.10
Ranek. Powieki otwierają się z ogromną trudnością. Za oknem mnóstwo śnieżnobiałego śniegu, który kiepsko komponował się z szarawym niebem. Chcąc nie chcąc, trzeba było wstać.Nie wspomnę,że zarwałam łóżko. (nie, nie ważę ponad sto kilo).
Zorientowałam się, iż troszkę za długo byłam przytulona do kołderki.
Wszystkie czynności wykonywałam ze zdwojoną mocą. W biegu zapomniałam śniadania.
Na autobus zdążyłam, ale...
Będąc w szkole ja i moja kumpela pomogłyśmy w dostawie pieczywa w pobliskim sklepie, przez co dostałybyśmy uwagę dyrektora( przekroczenie terenu szkoły), lecz nasz kochany wychowawca Mr. X okazał się bardziej łaskawy.
Jak to zwykle bywa w śnieżne dni oberwałam "kulą" w pewną część ciała. :)
Autobus:
Rozmawiałam z jedną znajomą. tymczasem moi wspaniali kumple zaczęli starą śpiewkę(Asia plus Jowisz(pseudonim Nikodema)) Wołali mnie, ale ja postanowiłam ich najzwyczajniej w świecie ignorować. Koledzy wykazując spryt posłużyli się ksywką Niko...Pech chciał, że akurat wtedy spojrzałam na całą zgraję. <śmiech> Przekazanie informacji kumpeli. <śmiech> powtórka sytuacji <śmiech>
Moja przyjaciółka jest nieco bardziej wybuchowa, więc po tego typu zaczepkach walnęła jednego z "mądrali" w głowę halówką na oczach reszty...:) Wracając do mnie...
Nawet nie oszczędziłam sobie spaceru w trampkach poza domem. Zgubiłam zapinkę do włosów...
Szalony dzień.
Jutro konkurs religijny - trzymajcie kciuki :*
Zorientowałam się, iż troszkę za długo byłam przytulona do kołderki.
Wszystkie czynności wykonywałam ze zdwojoną mocą. W biegu zapomniałam śniadania.
Na autobus zdążyłam, ale...
Będąc w szkole ja i moja kumpela pomogłyśmy w dostawie pieczywa w pobliskim sklepie, przez co dostałybyśmy uwagę dyrektora( przekroczenie terenu szkoły), lecz nasz kochany wychowawca Mr. X okazał się bardziej łaskawy.
Jak to zwykle bywa w śnieżne dni oberwałam "kulą" w pewną część ciała. :)
Autobus:
Rozmawiałam z jedną znajomą. tymczasem moi wspaniali kumple zaczęli starą śpiewkę(Asia plus Jowisz(pseudonim Nikodema)) Wołali mnie, ale ja postanowiłam ich najzwyczajniej w świecie ignorować. Koledzy wykazując spryt posłużyli się ksywką Niko...Pech chciał, że akurat wtedy spojrzałam na całą zgraję. <śmiech> Przekazanie informacji kumpeli. <śmiech> powtórka sytuacji <śmiech>
Moja przyjaciółka jest nieco bardziej wybuchowa, więc po tego typu zaczepkach walnęła jednego z "mądrali" w głowę halówką na oczach reszty...:) Wracając do mnie...
Nawet nie oszczędziłam sobie spaceru w trampkach poza domem. Zgubiłam zapinkę do włosów...
Szalony dzień.
Jutro konkurs religijny - trzymajcie kciuki :*
Tagi:
wpis Aśki
Po południe łudząco podobne do poprzednich. Wieczór całkiem inny. Oczywiście szaleństwa z chłopakami. Zabawa w ciszę, kopanie, bieganie za Krystianem(tradycyjnie zwędził telefon).
Ale to wieczór. Noc przeszła do historii...
Razem z Asią postanowiłyśmy spać w namiocie. Kolejnego dnia miałyśmy jechać na zakupy.
Przegadałyśmy wiele godzin. Już o północy czułam, że muszę do toalety. No, ale "ja wytrzymam do jutra". Godzina pierwsza - Aśka dawno już położyła swoje okulary, zamknęła powieki i smacznie spała. Ja czułam się coraz gorzej. Miałam ochotę wyjść z namiotu i wylać z siebie zbędną ilość płynów. Problem w tym, iż nie miałam pojęcia gdzie. Ciemno, zimno, krzaki są dopiero za blokiem. Z godziny na godzinę moja silna wola słabła. Nie ruszałam się, bo czułam, że będą z tego "mokre konsekwencje". Siedziałam, kołysałam się, wypowiadając słowa "Wytrzymam do ósmej..." Nie wytrzymałam. Ale spokojnie, namiot pozostał suchy. Około piątej nad ranem wyszłam i pobiegłam szybko poza blok. Podlałam jakieś żółte kwiatki. Tak jakbym nie mogła wyjść wcześniej, ale po co, prawda? Spalam tej nocy zaledwie trzy godziny, lecz wspomnienia pozwalają mi zasnąć w zimowe wieczory.
Ale to wieczór. Noc przeszła do historii...
Razem z Asią postanowiłyśmy spać w namiocie. Kolejnego dnia miałyśmy jechać na zakupy.
Przegadałyśmy wiele godzin. Już o północy czułam, że muszę do toalety. No, ale "ja wytrzymam do jutra". Godzina pierwsza - Aśka dawno już położyła swoje okulary, zamknęła powieki i smacznie spała. Ja czułam się coraz gorzej. Miałam ochotę wyjść z namiotu i wylać z siebie zbędną ilość płynów. Problem w tym, iż nie miałam pojęcia gdzie. Ciemno, zimno, krzaki są dopiero za blokiem. Z godziny na godzinę moja silna wola słabła. Nie ruszałam się, bo czułam, że będą z tego "mokre konsekwencje". Siedziałam, kołysałam się, wypowiadając słowa "Wytrzymam do ósmej..." Nie wytrzymałam. Ale spokojnie, namiot pozostał suchy. Około piątej nad ranem wyszłam i pobiegłam szybko poza blok. Podlałam jakieś żółte kwiatki. Tak jakbym nie mogła wyjść wcześniej, ale po co, prawda? Spalam tej nocy zaledwie trzy godziny, lecz wspomnienia pozwalają mi zasnąć w zimowe wieczory.








